Koniec!

Ta część podróży to już właściwie nie podróż rowerowa ale podróż z rowerem. Jestem już w Sao Paulo, rower w kartonie. Za chwilę wsiadam w samolot do domu. Co tu dużo mówić… wspaniały czas, cudowne miejsca i piękne spotkania. Już tęsknię 🙂

Foz de Iguazu, spadająca woda

W drodze do Bonito spotykam rowerzystów z Francji. Dominique et Michel podróżują na rowerach przez świat od 2011. Skorzystaliśmy z okazji żeby odpocząć od skwaru i pagórków, zjeść razem obiad i pogawędzić. Okazało się, że jakiś czas temu, w Ushuaia, poznali rowerzystę z Polski. Znasz Pierre’a? Szybko kalkuję jakich to ja kojarzę Piotrów sakwiarzy. Nie mogło być inaczej. W świecie podróżników Piotr to dość znana osobistość i inspiracja niejednej wyprawy 🙂

P1050117

No ale czas nagli a ja ciągle daleko od wodospadów. Wsiadam w autobus, były przygody ale w końcu Foz de Iguazu.

Zaraz po przyjeździe skierowałam swoje opony w stronę Casa de Ciclistas gdzie akurat odpoczywał brazylijski cyklista 🙂 Z Joao wybraliśmy się podziwiać wodospady. Mówili, że będzie ładnie. Było bardzo, bardzo ładnie!!!

Odwiedziłam tylko brazylijską część. Wszyscy opowiadają, że po stronie argentyńskiej jest jeszcze piękniej. Ja nie wiem jak może być jeszcze ładniej! 🙂 Może kiedyś będę miała możliwość porównać. Ach no i spotkałam podróżujących po Brazylii rodaków!

Ciudad de Este, Paragwaj

Jedną nogą odwiedziłam też Paragwaj. Tam też udało mi się wymienić pesos boliwianos. Ani w Corumbie ani w Foz de Iguazu nie znalazłam kantoru, w którym mogłabym wymienić Boliwijskie monety. Wszyscy kierowali mnie do Paragwaju 🙂 Był dodatkowy pretekst, żeby odwiedzić ostatni już na mojej trasie kraj. Nie mam stamtąd za dużo zdjęć bo jakoś tak wyjątkowo pogoda się zmieniła i cały, calutki dzień padało 🙂 Jak ktoś lubi robić zakupy, to na pewno mu się spodoba 🙂 A potem już szybki przeskok do byłej stolicy Brazylii.

Rio de Janeiro

Wyobraźcie sobie miasto, w którym… można pójść na plażę (właściwie jest ich tu kilka od bardziej zatłoczonych po mniej), popływać w zatoce lub po surfować w Atlantyku. Pożeglować w lagunie. Powspinać się tradycyjnie i na sportowo. Zapomnijcie o sztucznej ścianie bo pogoda pozwala tu na wpin przez cały rok 🙂 Pójść do lasu, też jest ich kilka. Lub do parku skąd rozpościera się widok na miasto. I to tylko kilka atrakcji 🙂 Miłośnicy sztuki też znajdą coś dla siebie 🙂 Z jednej strony drapacze chmur a drugiej dzielnice z typową portugalską zabudową i wąskimi uliczkami.

Miałam obawy, nasłuchałam się niejednej historii jak to tam jest niebezpiecznie. Pewnie jest. Z moje perspektywy nie bardziej niż w Berlinie, Paryżu czy Barcelonie nocą. Trzeba uważać i słuchać lokalsów, którzy wiedzą, w które miejsca się lepiej nie zapuszczać. Niemniej jednak jest to miasto, do którego bardzo chętnie bym wróciła na dłużej 🙂

Sao Paulo

Z powrotem, po 5 miesiącach podróży po Ameryce Południowej, dotarłam do Sao Paulo. Tym razem zatrzymałam się w hostelu. Za dach nad głową pracuję kilka godzin dziennie. Uczę się zrelaksowanego podejścia do pracy i ćwiczę mój portunol 🙂

Po ciężkim dniu pracy wybrałyśmy się z koleżanką z hostelu na wycieczkę do Guaruja. Anna jest z Francji. Wraz z chłopakiem z Argentyny, podróżuje po Ameryce Południowej. Na co dzień mieszka w Guajanie Francuskiej gdzie  uczy angielskiego. Ha, to się dopiero nazywa interkulturowość 🙂  Dzięki pomocy lokalnych surferów trafiłyśmy również na prawie bezludną plażę. Bardzo miło było chociaż przez chwilkę odpocząć od miejskiego zgiełku. Sao Paulo to bardzo głośne miasto 🙂

Podziękowania!

Dziękuję wszystkim, którzy dopingowali mnie w podróży i pilnowali, żeby aktualizować bloga 🙂 Rodzicom, że się (nie)martwili.  No i już tak nie zazdrośćcie tylko pakujcie plecaki, walizki, sakwy czy co tam macie i… w drogę! 🙂

P1050468

I na zakończenie…

Wesołych Świąt! Do zobaczenia już wkrótce! 😉

Reklamy

2 thoughts on “Koniec!

  1. druga magda pisze:

    to co, wyprawka powitalna teraz? 😉
    czytam ‚Wyobraźcie sobie miasto, w którym… można pójść na plażę (właściwie jest ich tu kilka od bardziej zatłoczonych po mniej), popływać w zatoce’ – no przecież w Trójmieście tak jest! ale ‚ lub po surfować w Atlantyku. Pożeglować w lagunie. Powspinać się tradycyjnie i na sportowo. Zapomnijcie o sztucznej ścianie bo pogoda pozwala tu na wpin przez cały rok 🙂 ‚ – ok… to jednak nie 😉 chociaż… windsurfing i kitesurfing mają się dobrze, żegluje dużo ludzi, do wspinu są murki i ścianka pod chmurką, a jak ktoś się uprze to cały rok się powspina 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s